Droga krzyżowa ze św. Józefem

 Droga Krzyżowa ze świętym Józefem opiekunem Pana Jezusa. – Parafia p.w. Św.  Jakuba Ap. w Prusicach
Wprowadzenie:
Panie Jezu Chryste, jak w każdy piątek Wielkiego Postu, także dzisiaj pragniemy stanąć na Twojej krzyżowej drodze, by rozpamiętywać Twoją zbawczą mękę i przyzywać Twojego miłosierdzia nad nami i nad całym światem. Do naszej dzisiejszej wędrówki z Tobą, dźwigającym krzyż na Golgotę, zaprosiliśmy Twojego przybranego Ojca, św. Józefa, wszak jutro przypada jego święto w dorocznym kalendarzu Twojego Kościoła. Niech on sam, Twój „żywiciel, opiekun, obrońca i sługa”, a nadto „sługa zbawienia” (por. odnowiona Litania do św. Józefa), nie tylko inspiruje naszą modlitewną refleksję, lecz także wspomaga nas w podejmowaniu stosownych postanowień, byśmy byli wierniejszymi Twojej Ewangelii w naszym codziennym życiu.
Pan Jezus skazany na śmierć.
Wczesnym rankiem arcykapłani wraz ze starszymi i uczonymi w Piśmie i cała Wysoka Rada powzięli uchwałę. Kazali Jezusa związanego odprowadzić i wydali Go Piłatowi. (…) Wtedy Piłat (…) kazał Jezusa ubiczować i wydał Go na ukrzyżowanie (Mk 15, 1.15).
Panie Jezu, wyrok śmierci, jaki zapadł wobec Ciebie po Twojej działalności publicznej, podczas której czyniłeś dobro, pochylałeś się nad ludzką biedą i głosiłeś Twoją dobrą Nowinę, nie był pierwszym. Przecież wcześniej, tuż po Twoim narodzeniu, wyrok śmierci wydał na Ciebie Herod. Wówczas jednak od śmierci zachował Cię Twój przybrany Ojciec, św. Józef, który posłuszny słowom anioła, jaki objawił mu się we śnie, uszedł z Tobą i z Twoją Matką z Betlejem do Egiptu, pozostając tam na tułaczce aż do śmierci Heroda (por. Mt 2,13-15).
Panie Jezu, prosimy Cię, dopomagaj nam być – za przykładem św. Józefa – zawsze posłusznymi Bożym natchnieniom.
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus bierze krzyż na ramiona.
Wtedy [Piłat] wydał Jezusa, aby Go ukrzyżowano. (…) A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota (J 19, 16-17).
Panie Jezu, zostałeś obarczony krzyżem, by ponieść go na Kalwarię i umierając na nim dokonać naszego zbawienia. Św. Józef, Twój przybrany Ojciec, wiedział, że czeka Cię ogrom cierpienia. Wszak gdy wraz z Twoją Matką przyniósł Cię na swych rękach do świątyni jerozolimskiej, aby spełnić przepis prawa mojżeszowego i przedstawić Cię Twojemu Niebieskiemu Ojcu, starzec Symeon zapowiedział, że jesteś „przeznaczony na upadek i na powstanie wielu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą”, dodając równocześnie, że duszę Twojej Matki przeniknie miecz boleści (por. Łk 2, 34-35).
Spraw Panie Jezu, abyśmy wpatrując się w przykład św. Józefa potrafili przyjmować cierpienie, zarówno swoje jak i naszych bliskich, i byśmy nadawali mu zbawczy sens, dopełniając braków Twoich udręk dla dobra Twego mistycznego Ciała, którym jest Kościół (por Kol 1, 24).
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy.
Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną (Mt 26,36).
Panie Jezu, dźwigając Twój krzyż byłeś bardzo osamotniony, zwłaszcza podczas pierwszego odcinka Twej drogi na Kalwarię. Potem, to prawda, pocieszy Cię spotkanie z Twoją Bolesną Matką, gest Weroniki, pomoc Szymona z Cyreny, współczucie niewiast jerozolimskich. Ale pierwsze kroki są bardzo przykre, bez najmniejszego wyrazu współczucia czy pomocy ze strony kogokolwiek. Nadto nie dodaje Ci otuchy wspomnienie zaśnięcia w Getsemani uczniów, których darzyłeś szczególnym zaufaniem, czy zdrady Judasza i zaparcia się Piotra. Upadasz więc z przygnębienia.
Panie Jezu, z pewnością próbne przygnębienia przeżywał św. Józef, gdy przybywszy do Betlejem na spis ludności, poszukiwał dla Ciebie godniejszego miejsca narodzin, aniżeli żłób w stajni ze zwierzętami. Nie buntował się jednak. Przyjął i w tym przypadku Bożą wolę i zachęca nas, byśmy czynili podobnie, nigdy się nie załamując. Udziel nam więc, o Panie, byśmy – za Twoim przykładem – potrafili nie tylko powstawać z naszych upadków, lecz także byśmy – jak św. Józef – nigdy się nie buntowali.
Pan Jezus spotyka swą Matkę.
Obok krzyża Jezusowego stała Matka Jego (…). Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 25-27).
Panie Jezu, spotkanie z Twoją Matką na krzyżowej drodze, na pewno dodało Ci otuchy. Ona zawsze była z Tobą, Ona jak głosi piękna sentencja, szła za Toba „od betlejemskiej groty, aż po szczyt Golgoty”. Dlatego w testamencie z krzyża powierzyłeś Ją opiece umiłowanego ucznia, który niezwłocznie „wziął Ją do siebie”.
Panie Jezu, dużo wcześniej, bo gdy znajdowałeś się jeszcze pod Jej sercem, wziął Twoją Matkę do siebie św. Józef (zob. Mt 1,24). Ucz nas, abyśmy tak jak on, i tak jak umiłowany uczeń, „wzięli Twą Matkę do siebie”, wszak Ona zawsze prowadzi do Ciebie i do Twego krzyża, a przezeń do chwały Zmartwychwstania.
Któryś za nas cierpiał rany…
I Ty, któraś współcierpiała…
Święty Józefie – módl się za nami
Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi.
Wyprowadzili Jezusa, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny (…), który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego (Mk 15,20-22).
Panie Jezu, święci i pisarze ascetyczni podkreślają, że Szymon Cyrenejczyk był przymuszony przez oprawców do wspomożenia Cię, wyczerpanego do tego stopnia, że obawiali się oni czy podołasz dojść z krzyżem na szczyt Golgoty. I Szymon, jakkolwiek początkowo był zdenerwowany i buntujący się wewnętrznie, gdy spojrzałeś na niego Twoimi miłosiernymi oczyma, stał się dla Ciebie prawdziwie bliskim i naprawdę chciał Cię wspomóc, chciał Ci ulżyć w Twoim cierpieniu.
Dobry Panie, ileż to razy w Twoim dzieciństwie, oprócz Twej Matki kimś naprawdę bliskim, kimś bardzo o Ciebie zatroskanym i we wszystkim Ci pomagającym był Twój przybrany Ojciec, św. Józef. Rozważał on na pewno słowa, jakie wypowiedziałeś po odnalezieniu Cię przez Rodziców w Jerozolimie, że musisz być w sprawach Twojego Ojca (por. Łk 2,49). Był świadomy Twojej tożsamości Syna Bożego, dlatego usługiwał Ci ze zwielokrotnioną troskliwością, której zechciej nauczyć nas wszystkich.
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa.
Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego (…) bo cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,39).
Panie Jezu, w swym prostym, lecz jakże odważnym, kontrastującym z postawą innych geście współczucia i dobroci, św. Weronika wyraziła swoją miłość ku Tobie, co wynagrodziłeś jej odbiciem na chuście Twojego oblicza.
Ileż to razy, o Panie, św. Józef ocierał w dzieciństwie Twoją twarz i koił Twoje dziecięce łzy, wszak jak każde dziecko, z pewnością niejeden raz się przewróciłeś, zraniłeś czy zadrapałeś. A potem w Twojej Ewangelii uczyłeś miłości bliźniego i miłość tę uczyniłeś miarą miłości do Ciebie samego, naszego Zbawcy. Spraw, o Chryste, byśmy potrafili w podobny sposób okazywać naszą miłość ku Tobie w codziennych uczynkach miłości wobec naszych bliźnich.
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi.
Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, ale Twoja niech się stanie (Łk 22,42).
Panie Jezu, oto kolejny raz, obarczony ciężarem krzyża, pomimo pomocy Szymona z Cyreny, upadłeś i dotknąłeś Twoim czołem proch ziemi. Jako Twoi wyznawcy nigdy o tym fakcie nie zapominamy i każdego roku, rozpoczynając czas Wielkiego Postu, czas szczególnego rozpamiętywania Twojej zbawczej męki, znaczymy nasze czoła prochem, znaczymy je popiołem.
Świadomi jesteśmy równocześnie, ileż to razy w Twoim dzieciństwie, by zapewnić codzienny chleb Tobie i Twojej Matce, bywał wyczerpany, zmęczony, przygarbiony i pochylony nad ziemią i niejako dotykający czołem jej prochu Twój przybrany Ojciec. Nie prosił jednak, podobnie jak później, w Getsemani uczyniłeś to Ty sam, by Bóg oddalił od niego ten kielich i wypełnił do końca Bożą wolę. Dopomóż nam, nasz Panie, czynić podobnie.
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty.
A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” (Łk 23, 27-28).
W Twojej wspinaczce na Golgotę użalały się nad Tobą Panie Jezu niektóre kobiety jerozolimskie. Ty jednak nie skupiłeś się na samym sobie i pomimo ogromu cierpienia także ten moment wykorzystałeś do przekazania Twojej nauki, uświadamiając im, że powinny płakać nie tyle nad Tobą, ile nad własnymi grzechami, nad niepoprawnym postępowaniem własnych dzieci, bo Ty wszystkich pragnąłeś wprowadzić na drogę zbawienia.
Panie Jezu, grzechu lękał się zawsze Twój troskliwy Opiekun, św. Józef. Ale w swym altruizmie, podobnie jak Ty, który wziąłeś na Siebie grzechy świata, będąc człowiekiem prawym, by ocalić wobec ludzkich języków dobre imię Twej Matki, chciał wziąć na siebie niesławę nawet za niepopełniony ani przez Nią, ani przez siebie grzech (por. Mt 1,19). Spraw, prosimy Cię, byśmy nie lękali się podobnego heroicznego altruizmu.
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci.
O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eloi, Eloi, lema sabachthani”, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił (Mk 15,34)
Krzyk ten, o nasz Zbawicielu, rozległ się, gdy byłeś już przybity do krzyża na Golgocie i za chwilę „wyzionąłeś ducha” (Mt 27,50). W tym krzyku wyraziłeś ogrom Twojego cierpienia, którego przejawem był także kolejny, trzeci już Twój upadek na kalwaryjskiej drodze. Ty jednak, będący – po ludzku mówiąc – u kresu sił, podźwignąłeś się i aby nas odkupić podjąłeś dalszą wspinaczkę.
Panie Jezu, ileż to razy my sami doznaliśmy upadku! Upadaliśmy i kajaliśmy się w grzechu, z którego tak trudno było się nam niejednokrotnie podźwignąć. Twój przykład zachęca nas do ustawicznego dźwigania się z grzechu, do umierania dla starego człowieka i do przyoblekania człowieka nowego, odkupionego przez Twój właśnie Krzyż (por. Ef 4,22-24). Co więcej, nie tylko do powstawania z upadku grzechu, ale do niepopadania weń uczy nas św. Józef, który nigdy nie sprzeniewierzył się Twojemu Ojcu niebieskiemu, ale zawsze pełnił Jego wolę.
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus z szat obnażony.
Gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego Ojciec i wzruszył się głęboko, wybiegł mu naprzeciw (…) ucałował go (…) i rzekł: „Przynieście szybko najlepszą szatę, i ubierzcie go!” (Łk 15, 20.22).
Panie Jezu, ojciec z Twojej przypowieści o synu marnotrawnym, przyodziewa go, nagiego, gdyż roztrwonił wszystko, nawet własne odzienie, w najokazalszą szatę. Tak samo czynisz z nami Ty sam, kiedy ogołoconych przez grzech, oblekasz nas szatą łaski uświęcającej. Jednak na Golgocie i Ty „najpiękniejszy spośród synów ludzkich” (Ps 45,3), sponiewierany przez mękę i „niemający wdzięku ani blasku, aby na Ciebie popatrzeć, (…) wzgardzony i za nic miany” (por. Iz 53, 2-3), musiałeś stanąć nagi, obnażony z szat, by wystawiony na drwinę i nagi w śmierci, być w niej podobny nam wszystkim. Twoje obnażenie z szat na Golgocie przypomina nam, że „ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą” (Rz 8, 8).
Panie Jezu, patrząc na Ciebie obnażonego z szat tuż przed Twoją śmiercią, uświadamiamy sobie, jak o to, byś miał się w co przyodziać, od pierwszych chwil Twojego życia troszczyli się Twoi Rodzice, jak Twoja Matka, by zapewnić Ci pieluszki „rąbek z głowy zdjęła”, jak św. Józef własnym płaszczem chronił Cię od chłodu, co potem w pewnym sensie znalazło echo w Twoim przepowiadaniu Ewangelii. Dopomagaj nam, o Panie, żyć treścią tejże Ewangelii i „nagich przyodziewać” (por. Mt 25,36), a proszącym o szatę odstąpić i płaszcz (por. Mt 5,40).
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus przybity do krzyża.
Ukrzyżowano Jezusa, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa. Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski” (J 19,18-19).
Panie Jezu, Piłat, jakkolwiek Żydzi protestowali przeciw temu, bo nie chcieli tego zaakceptować (por. J 19,21), swoim napisem zamieszczonym na krzyżu objawił Twoją królewską tożsamość. Dziś słusznie odbierasz od nas wszystkich cześć jako Król Wszechświata i – jak recytuje prefacja – składamy Tobie dziękczynienie, gdyż dopełniłeś tajemnicy naszego odkupienia, ofiarując siebie samego na ołtarzu krzyża jako niepokalaną ofiarę pojednania.
O Chryste, nasz ukrzyżowany, ale zwycięski Królu, to Twój przybrany Ojciec, św. Józef, pochodzący z królewskiego rodu Dawida, włączył Cię według prawa mojżeszowego do tegoż królewskiego rodu. Wszak proroctwa mówiły, że Mesjasz będzie potomkiem króla Dawida (por. 2 Sm 7,12-13; Jr 23,5; Jr 33,15) i jako takiego przedstawiali Cię ewangeliści (zob. Mt 1,1-16; Łk 3,23-28) oraz św. Paweł (zob. Rz 15,12). Św. Józef był z pewnością świadomy tego faktu, jednak w Twym dzieciństwie zwracał uwagę nie tyle na królewskie pochodzenie, tj. na „więzy krwi”, ile raczej na wezwanie do wierności wartościom religijnym tradycji mesjańskiej i tego Cię uczył. Jezu, synu Dawida, spraw byśmy za przykładem św. Józefa przekazywali wartości religijne młodszemu pokoleniu.
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus umiera na Krzyżu.
 „Wykonało się!” (J 19,30). Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha. A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,37-38).
Tak! Wykonało się! Wykonało się wszystko, o nasz Zbawicielu. Twoją śmiercią na krzyżu potwierdziłeś definitywnie, że po to się narodziłeś i po to przyszedłeś na świat, abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości (por. J 10,10). My wszyscy wiemy, że chodzi tu o życie wieczne, którego ceną jest dla nas Twoja męka i śmierć krzyżowa.
Panie Jezu, Twoje ofiarowanie się za nas, by nas odkupić, rozpoczęło się już w Betlejem i miało swoją kontynuację w późniejszych wydarzeniach, których świadkiem w Twoim dzieciństwie był św. Józef. Przecież już w chwili Twojego ofiarowania w świątyni, jakkolwiek wtenczas „zasłona przybytku” nie rozdarła się (por. Mt 27,51), to jednak Symeon odkrył w Tobie „Mesjasza Pańskiego, (…) zbawienie wszystkich narodów i światło na oświecenie pogan” (Łk 2, 26. 30-32). Wolno nam przypuszczać, że św. Józef, słysząc to proroctwo, jeszcze gorliwiej Ci służył i dopomagał we wzrastaniu do spełnienia tej jedynej, mesjańskiej misji zbawienia „wszystkich narodów”. Niech więc dzisiaj – prośmy go o to – wstawia się za nami, byśmy włączali się w odkupieńczą misję, jaką nadal pełnisz w Twoim Kościele, sakramencie zbawienia.
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus zdjęty z krzyża.
Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi. Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu (Łk 23,48-49)
Panie Jezu, u stóp Twojego krzyża obecna była Twoja Matka (J 19,25) i na Jej ręce zostało złożone Twoje sponiewierane, martwe ciało, które przyjęła z wielką, macierzyńską czułością. Nie mogło być inaczej. Przecież Ona najpierw, na słowo Archanioła przyjęła Cię do swego łona, nosiła pod swym sercem, porodziła w Betlejem, a następnie wraz ze św. Jozefem opiekowała się Tobą, byś w swoim ciele nie cierpiał „głodu ani chłodu”, byś wzrastał i przygotował się do spełnienia Twojej mesjańskiej, odkupieńczej misji i dał nam Twoje Ciało na pokarm do nieba, pozostając w tymże Ciele obecnym pośród nas w tabernakulach naszych kościołów.
Panie Jezu, spraw, abyśmy przyjmowali Twoje Ciało w Komunii św. z taką gorliwością i czułością, z jaką przyjęła Cię najpierw do swego łona, a następnie z drzewa krzyżowego Twoja Matka i byśmy tak troszczyli się o Twoją obecność a naszych sercach, jak w domu nazaretańskim troszczył się o Ciebie Twój przybrany Ojciec.
Któryś za nas cierpiał rany…
I Ty, któraś współcierpała…
Święty Józefie – módl się za nami
Pan Jezus złożony do grobu
Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł (Mt 27,57-60).
Panie Jezu, Twój pogrzeb odbył się bardzo cicho i skromnie, tak jak wcześniej cichym i skromnym było Twoje ukryte życie w Nazarecie, u boku św. Józefa gdzie „wzrastałeś w latach i w łasce u Boga i ludzi” (Łk 2,52). Cichą, ale jakże szczęśliwą była wcześniej śmierć Twojego przybranego oOca, wszak tradycja podaje, że byłeś wraz z Twoją Matką przy niej obecny. Dlatego też pobożność chrześcijańska czci św. Józefa jako patrona dobrej, szczęśliwej śmierci.
„Dobry Jezu, a nasz Panie” – jak śpiewamy podczas pogrzebów. Przyjmij dziś naszą modlitwę za zmarłych. Jakże zwiększyła się bowiem ich liczba, bo na całym świecie liczne osoby umierają z powodu pandemii koronawirusa, a w ostatnich trzech tygodniach żniwo śmierci zbiera złowroga wojna na Ukrainie. „Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie”. A przede wszystkim – błagamy Cię, klękając przed Twym zwycięskim krzyżem i przyzywając opieki św. Józefa – dopomóż nam w przezwyciężeniu pandemii i udziel nam pokoju za dni naszych, „abyśmy za tegoż św. Józefa przykładem i z Twoją pomocą mogli żyć, świątobliwie, umierać pobożnie i dostąpić wiecznego zbawienia w niebie” (por. Modlitwa papieża Leona XIII do św. Józefa).
Któryś za nas cierpiał rany…
Święty Józefie – módl się za nami.
Zakończenie:
Panie Jezu Chryste, w dzisiejszym rozważaniu Twojej męki towarzyszył nam szczególnie św. Józef, Twój przybrany Ojciec, któremu jutro będziemy oddawać cześć w liturgii Kościoła. Jakkolwiek nie mógł on towarzyszyć Ci na tej jedynej i niepowtarzalnej drodze, tak jak to uczyniła Ci Twoja Matka, którą z wysokości krzyża uczyniłeś także naszą Matką (por. J 19,27), to jednak kontemplowanie jego postaw uświadomiło nam szczególny jego udział w Twoim zbawczym dziele, jakiego dokonałeś właśnie przez Twoją mękę i śmierć krzyżową. Jeszcze przed Twoim narodzeniem bolał, gdy nie mógł znaleźć godnego miejsca na Twoje narodzenie, już w Twoim wczesnym dzieciństwie ocalił Cię od śmierci z rąk Heroda, jak Szymon z Cyreny i Weronika z drogi na Kalwarię wspomagał Cię, ocierał i podnosił, ilekroć jako nastolatek się przewróciłeś. Pochodzący z rodu Dawida, włączył Cię jako „Mesjasza Pańskiego” do dawidowego potomstwa i gorliwie Ci służąc dopomagał we wzrastaniu do spełnienia mesjańskiej misji zbawienia „wszystkich narodów” (Łk 2,31). Nadto swoim heroicznym posłuszeństwem woli Bożej dał Ci przykład wykonania do końca woli Ojca, który Cię posłał (por. J 6,38).
Prosimy Cię więc, o Panie, by wstawiennictwo tegoż Twojego przybranego Ojca i Twojej bolesnej Matki sprawiło, aby nastał nie tylko koniec dręczącej świat pandemii, lecz także pokój na tak bardzo bliskiej nam Ukrainie i na całym świecie, abyśmy mogli ochoczo włączać się w Twoją odkupieńczą misję zbawienia „wszystkich narodów”, jaką nadal pełnisz w Twoim Kościele. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.